Było o dzieciach w pierwszym roku życia (KLIK). Czas przyjrzeć się, co i jak podawać dziecku po pierwszym roku życia i w całym okresie „przedszkolnym”, by nie tylko nie narobić szkód na całe życie, lecz także, by wesprzeć naturalne procesy wzrostu i rozwoju organizmu.

Po 12 miesiącu życia następuje znacząca zmiana w sposobie żywienia dziecka. I chociaż dalej może ono otrzymywać mleko, zarówno matki, jak i modyfikowane, to przestaje to być podstawą diety. Taki maluch może już w zasadzie jeść to, co dorosły, w odpowiednio dostosowanej formie – pod warunkiem oczywiście, że dorosły ten odżywia się zdrowo.

Na co zwrócić szczególną uwagę?

Żelazo

Na początku na żelazo. Badania pokazują, że jest to składnik najbardziej niedoborowy jeśli chodzi o dwu- i trzylatki. Zadbajmy więc, by w diecie malucha znalazło się mięso (jak najmniej przetworzone, nie wędliny!), które jest najlepszym źródłem żelaza hemowego, a więc najlepiej przyswajalnego, ale też natka pietruszki, brokuł, brukselka, wszelkie zielone liście, pestki dyni, niełuskany sezam, kakao, buraki oraz strączki – te oczywiście szczególnie z umiarem, stopniowo, po troszku. Warto, by razem z produktami bogatymi w żelazo, występowały  produkty bogate w witaminę C, która kilkukrotnie podnosi przyswajalność żelaza. Najprościej skropić sałatkę czy mięso cytryną, czy podać do posiłku naturalny sok grejpfrutowy.

Wapń

U czterolatków najbardziej newralgicznym składnikiem jest z kolei wapń. Często kojarzy nam się, że wapń to po prostu nabiał i jeśli dziecko codziennie zje trochę twarogu albo jogurt owocowy, to wystarczy, będzie miało mocne kości i w ogóle będzie wszystko super. Nic bardziej mylnego, bo 100 g twarogu to ok. 100 mg wapnia, a 100 g jogurtu – 130 mg wapnia. Ile dziecko potrzebuje wapnia? Ok. 1000 mg. Dziennie. Najbardziej wartościowymi źródłami wapnia są sery żółte, jogurty naturalne i chude mleko. Potrzeba ich naprawdę sporo, by zapewnić odpowiednią podaż. I nawet jeśli ją spełnimy, to jeszcze nie wszystko. Dlaczego? O tym poniżej.

mleko_Madame.FIT

Witamina D

Witamina D jest potrzebna w zasadzie każdej komórce organizmu. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że to najważniejsza substancja, którą powinniśmy dostarczać do organizmu. A na pewno jedna z najważniejszych. Co się jednak okazuje? U czterolatków jest to drugi najpowszechniejszy niedobór. No bo umówmy się, które dziecko zajada z radością tłuste ryby morskie (NIE paluszki rybne!). Ogromną rolę witamina D odgrywa w gospodarce wapniowej. Więc nawet jeśli będziemy futrować nasze dzieci nabiałem, to nic z tego może nie wyjść, jeśli nie zadbamy o witaminę D. Pozwólmy dzieciom poprzebywać pół godziny dziennie na słońcu bez smarowania milionem filtrów – to najlepszy sposób na wytworzenie witaminy D przez nasz organizm. Jednak w naszej szerokości geograficznej, gdzie słońca jak na lekarstwo, i to może nie wystarczyć. A już z całą pewnością w okresie zimowym powinniśmy stosować suplementy. W przypadku dziecka dawkę proponuję uzgodnić z zaufanym SENSOWNYM lekarzem.

Warzywa

Mówi się, że dzieci powinny zjadać jak najwięcej owoców i warzyw. Jeśli już to warzyw i owoców. To warzywa powinny być podstawą, a owoce dodatkiem lub deserem. Warzywa zawierają całe mnóstwo wartości odżywczych: witamin, antyoksydantów, błonnika, a dodatkowo znikome ilości kalorii. Nie da się przecenić ich wartości. Z kolei owoce, poza niezaprzeczalnymi składnikami wartościowymi, to jednak w dużej mierze fruktoza, a więc cukier. Łatwo się od niego uzależnić.

Absolutnie nie chcę powiedzieć, żeby dzieciom owoców nie podawać. Należy jednak rozróżnić te dwie grupy i o ile warzyw można podawać „ile wlezie”, to spożycie owoców należy kontrolować. Jak ze wszystkim, tak i z tą kwestią, można powiedzieć „to zależy”.  Jeśli masz z jakiegoś względu do wyboru podanie jako przekąski batona lub banana, wybierz banana. A jeśli masz do wyboru banana lub marchewkę, wybierz marchewkę.  Proste.

zielony_Madame.FIT

Z dużego wora „owoców”, na które należy być wyczulonym, wyłączyć należy jedynie pewną grupę, a mianowicie owoce jagodowe. Należą do nich jeżyny, maliny, porzeczki, borówki, truskawki, poziomki, agrest. Te w sezonie powinniśmy podawać jak najczęściej z uwagi na ich unikalne właściwości anktyoksydacyjne.

Wiemy, że z warzywami bywa różnie i niektóre dzieci wręcz się nimi „brzydzą”. Jestem jednak przekonana, że jest to kwestia kreatywności rodzica, który może podać je w taki sposób, by były zachęcające. Lub w ostateczności przemycić niepostrzeżenie, uciekając się do małych kłamstewek lub przemilczenia pewnych faktów. Dorosłe i zdrowe (!) dziecko Wam za to podziękuje.

Błonnik

To hasło podało już powyżej, przy okazji warzyw. To prawda, że zawierają go całkiem sporo, ale jeśli nasze dziecko niespecjalnie kocha warzywa, to są jeszcze inne jego źródła. Przede wszystkim  kasze gruboziarniste, płatki owsiane, pełnoziarnisty makaron czy chleb.  Pokutuje przekonanie, że dzieci powinny jeść białe pieczywo. Czemu? Chyba tylko dlatego, że tak chcą. A czemu chcą? Bo nie zostały odpowiednio wcześnie przyzwyczajone do ciemnej wersji. Tymczasem pełne ziarna można powoli wprowadzać już pod koniec pierwszego roku życia. Pamiętajcie jednak, by z błonnikiem nie przesadzić, bo może on spowodować dolegliwości żołądkowe. Po raz kolejny powtórzę, że wszystko z umiarem, spokojnie i powoli i będzie dobrze 🙂

bank-zdjec-darmowy-51

A czego nie podawać?

Słodycze

Ok, to wiemy już co można, a w zasadzie, co trzeba. Teraz pytanie, czego nie można. Założę się, że większość z Was już wie, co będzie na pierwszym miejscu. Tak! Słodycze. Pisałam o ich szkodliwości tutaj >> więc nie będę powtarzać. Dodam tylko, żebyście pamiętali, że słodycze to także słodkie napoje i soki owocowe z kartonów. Naprawdę równie dobrze możecie wlać dziecku do szklanki odrobinę wody z kranu, wsypać kilka łyżeczek cukru i wyjdzie na to samo. Tylko taniej.

bank-zdjec-darmowy-71

Cukier

Jeśli mowa o słodyczach, to warto wspomnieć o cukrze w ogóle. Dziecko nie jest od małego przyzwyczajone do ton słodkości, więc nie filtrujmy posiłków dla niego przez swój pryzmat. To że dla nas herbata musi być słodka, nie znaczy, że dla malucha też. On wypije bez cukru, bo nie wie, że można inaczej. No chyba że się dowie, ale jeśli dowie się odpowiednio późno, to sam nie będzie już chciał pić ulepku. Uważajmy też na to, co pozornie zdrowe, a w rzeczywistości zawiera furę cukru, jak np. jogurty owocowe. Pamiętajcie o jednej naczelnej zasadzie, im mniej coś przetworzone, tym lepiej, więc zamiast podawać słodkiego danonka, zmiksuj jogurt naturalny z owocami, jeśli koniecznie chcesz, dodaj odrobinę miodu czy syropu klonowego i oszczędź swojemu dziecku dodatkowej porcji chemii doprawionej cukrem.

bank-zdjec-darmowy-14

Sól

Podobnie rzecz ma się z solą, choć tu UWAGA. Jeśli prowadzisz dietę dziecka na bazie w większości naturalnych, nieprzetworzonych produktów, sama gotujesz, pieczesz, nie jecie wędliny czy sztucznych serów, to powinnaś dosalać niektóre potrawy. Sód jest nam potrzebny. I o ile w diecie przeciętnego Polaka jest go ok. 5 razy za dużo, o tyle jeśli świadomie podchodzisz do żywienia swojej rodziny, to może się okazać, że w używanych przez Ciebie naturalnych produktach, jest go trochę za mało.

Co jeszcze?

Na podsumowanie jeszcze jedna ważna kwestia. No dobra, dwie. Po pierwsze, już w drugim roku życia, dziecko powinno mieć określone regularne pory posiłków i nie podjadać pomiędzy nimi. Tak jest zdrowiej i to kształtuje nawyki na przyszłość. Posiłków może być 4, 5, 6 – to zależy od organizmu, jednak pomiędzy nimi powinna zostać zachowana przynajmniej dwugodzinna przerwa, w trakcie której mały organizm ma możliwość uporania się z poprzednią porcją jedzenia. A po drugie bardzo, bardzo, bardzo ważna jest aktywność fizyczna dziecka. Już od 13 miesiąca życia powinniśmy częściowo zrezygnować z wygody, jaką daje wózek i dbać, by dziecko jak najwięcej biegało, skakało, czołgało się – cokolwiek, byle nie siedziało cały dzień, najczęściej przed telewizorem.

Komentarze